MARKA SKWARNICKIEGO PRZYGODA Z „ TRYPTYKIEM RZYMSKIM”
Marek Skwarnicki –
krakowski publicysta i poeta został zaproszony przez Jana Pawła II do rozmowy o
Tryptyku Rzymskim. Swoje wrażenia z pobytu w Watykanie opublikował w
Internecie, na stronach wiadomości. onet. Myślę, że
dłuższe fragmenty tych wspomnień przydadzą się do opracowania lekcji języka
polskiego poświęconych poezji Jana Pawła II.
„(...)
pewnego wczesnolistopadowego
dnia 2002 roku otrzymuję nagle odręczny list od Jana Pawła II, który mi komunikuje,
że z chęcią zobaczyłby mnie w Rzymie, „żeby porozmawiać o poezji”. Nie
domyśliłbym się może od razu, co to znaczy, gdybym prawie identycznego w treści
liściku nie otrzymał prawie 30 lat temu w Krakowie. Wtedy zgłosiłem się w
Pałacu Biskupim na Franciszkańskiej i ... rozmawialiśmy
o napisanym przez Kardynała poemacie „Rozważania o śmierci”.
Teraz
wydawało mi się bardzo prawdopodobne, że Papież napisał wiersze i szuka we mnie
literackiego towarzysza tego wydarzenia. Ale co innego jechać w Krakowie z ulicy
na ulicę tramwajem, a co innego fruwać samolotem do Rzymu. Ponieważ jednak moje
przypuszczenia co do przyczyny zaproszenia okazały się
trafne, przeto 21 listopada wylądowałem na lotnisku Fiumicino z poczuciem
niejasnej jeszcze misji „rozmawiania o poezji z Ojcem Świętym. Zresztą nie ma
co Państwa czarować – móc lecieć do Rzymu ze z góry zaplanowaną wizytą ... ile osób o tym marzy?
W
trzecim dniu pobytu w Rzymie zaproszony zostałem do Papieża na obiad. Kiedy
wprowadzono mnie do jadalni, Ojciec Święty stał za stołem przy swoim fotelu. Przywitałem się, a on oznajmił:„ No, panie Marku,
wracamy do literatury”. Koło niego na obrusie leżał stosik papierów. Był to
ówczesny tekst wierszy składający się na „Tryptyk Rzymski”.
Ta pierwsza rozmowa skupiała się przede wszystkim na wspomnieniach z ostatniej
pielgrzymki do Polski. Jan Paweł II wtedy i potem myślą do Sanktuarium Bożego
Miłosierdzia na Łagiewnikach, które wciąż jest jego wielką radością. O reszcie
sierpniowej peregrynacji mniej było mowy (...)
Otrzymawszy teksty
wierszy dowiedziałem się, że następnego dnia mam znowu zjawić się – już nie pamiętam, na obiedzie albo kolacji, z gotową opinią
o papieskiej poezji.
Rzym
w listopadzie jest prawie pozbawiony turystów. Wyszarzała zieleń, jednego dnia
ciepłe sirocco, drugiego ziąb i deszcz, i ja, wciąż zdumiony swoją sytuacją, z
wierszami Ojca Świętego w kieszeni. Tym, co mnie natychmiast uderzyło w
„Tryptyku”, był sam początek części środkowej, kiedy nagle Papież pyta: „Kim jest On?” (tzn. kim jest
Bóg?). Bez względu na to, jakie padają potem odpowiedzi, faktem jest, że to
pytanie, zadawane w XX, a teraz w XXI wieku przez ludzi naszej cywilizacji,
pada oto z ust najwyższego kapłana Kościoła, ale i autorytetu duchowego i
moralnego tej epoki.
Dlatego klucząc po zaułkach Zatybrza po raz setny chyba w życiu, nie myślałem,
jaką wartość literacką ma nowy utwór, lecz jaką ma wewnętrzną moc. (...) w „Medytacji” w Kaplicy Sykstyńskiej (ojciec Święty – przyp.
MK) zadaje jedno z najważniejszych pytań zarówno każdego człowieka, jak i ludzi
sztuki albo filozofii. To nie jest w tym przypadku pytanie teologiczne, lecz
egzystencjalne:
Kimże jest On? Niewypowiedziany.
Samoistne istnienie. Jedyny, Stwórca wszystkiego.
Zarazem Komunia Osób.
Pełnią prawdy, dobra, piękna
Nade wszystko jednak – niewypowiedziany.
(...)
Praca nad wierszami to były stałe rozmowy prowadzące do uściślenia znaczeń
wyrazów i zwrotów bez zmieniania tekstu już powstałego. Toczyły się w jadalni,
ale bywałem i w gabinecie Gospodarza. Zarówno tam, jak i na korytarzach, w
poczekalni przed jadalnią, w prywatnej kaplicy, wszędzie panuje niesłychana
cisza. Był moment, że pozostawiono mnie samego na chwilę właśnie w papieskiej
kaplicy. A ponieważ wciąż się rozmawiało i myślało o Kaplicy Sykstyńskiej,
nagle sobie przypomniałem, jak inna jest owa słynna kaplica, gdy odprawia się w
niej Eucharystię, a jak inna, gdy jest ona tylko muzeum. Inna też jest na pewno, gdy odbywają się tam konklawe. To,
co czytamy o Kaplicy Sykstyńskiej w drugiej części „Tryptyku”, jest chyba sumą
przeżyć Autora z rzymskich czasów studenckich, Soboru, dwóch konklawe i z Mszy
świętych lub obrzędów liturgicznych, jakie tam odprawiał.
Ponieważ
to, co piszę, jest wyznaniem osobistym, muszę dodać, że w czasie dyskusji i
początkowych lektur poszczególnych części „Tryptyku”, gdy cytowana była linijka
o św. Pawle przemawiającym na Areopagu, miałem w oczach ostatnią pielgrzymkę
dziennikarską z Ojcem Świętym „śladami św. Pawła” dwa lata temu. Właśnie na
Areopagu, w obecności Papieża i Archimandryty Aten i całej Grecji, miejscowi
aktorzy recytowali przemówienie Pawła z „Dziejów Apostolskich” „o nieznanym
Bogu”. A podczas poprzedniej pielgrzymki, gdyśmy stali w dziennikarskiej
gromadce pod Synajem, Papież rozważał Imię Boga – „Jam jest, który Jest”(...) wszystkie te pytania i tajemnice nagle znalazły odbicie w
treści „Tryptyku Rzymskiego”.
Na
Balicach w Krakowie wysiadłem 30 listopada z „Tryptykiem Rzymskim” w kieszeni. Schowałem
go do biurka, prez. pewien czas nikt o nim nie mówił, a potem wybuchło to
zadziwiające zaciekawienie poematem. Zasięg nie tylko polski owego
zaciekawienia nie jest jedynie rezultatem medialnych sztuczek w kreowaniu
tematów lub wydarzeń napędzających ciekawość ludzką. Żyjemy w zapędzie
moralnym, obyczajowym, światopoglądowym, a wahadło czasu kołysze się dziś
pomiędzy nihilizmem (tajemnicą nicości) a wiarą w Boga, nadającą sens życiu
człowieka i istnieniu świata. „Tryptyk Rzymski” jest świadectwem sensu w
opozycji do poezji bezsensu lub nonsensu. Dlatego ludzie tak się nim
interesują.